Error message

Deprecated function: The each() function is deprecated. This message will be suppressed on further calls in menu_set_active_trail() (line 2405 of /home/virt5975/domains/lit.s2.logout.pl/public_html/includes/menu.inc).
OmnipotentiaS MorganuS

 

(mini)Impressio scholaris

Tańczymy przy Zanim zrozumiesz, w pewnej chwili ona mówi:
— Aha, nie podziękowałam Ci. Za walentynkę. Wiem, że innym dziewczynom też zrobiłeś...
— Nie przypominaj mi...
— ...ale dla mnie ważne jest, że zrobiłeś. Dziękuję.
— Daj spokój, nie ma za co.
— Jest.
Po czym przylgnęła do mnie mocniej, gdy zaś piosenka dobiegła końca, zapytała:
— Wyjdziemy zapalić?
Oczywiście się zgodziłem, tak też uczyniliśmy. Na zewnątrz bez słowa pocałowała mnie. Następnie, dalej milcząc, odpaliła dwie fajki. Po czym dając mi jedną powiedziała:
— Dziękuję.
— To ja dziękuję. To jeden z najlepszych wieczorów w moim życiu.
— Nie musisz być miły – wiem, że nie jestem tak mądra jak Ty. Nikt nie jest.
— Daj spokój, chyba za dużo wypiłaś.
— Widzisz, nie traktujesz mnie poważnie. Ale to rozumiem.
— Przestań...
— Wiem, że Ci się nie podobam, jak inne dziewczyny. Która jestem? Szósta? Taki numer był na Twojej walentynce. W ogóle to musisz być nieźle jebnięty, że na walentynkach porobiłeś numery. Po co?
— Szczerze? Chciałem wiedzieć kto, przy ewentualnych zwrotach.
Roześmiała się na cały głos, błyskając swymi śnieżnobiałymi zębami.
— Jesteś powalony, wiesz o tym? W ogóle szkoda, że nie będziemy się już widzieć w budzie. Tylko dlatego żałuję, że ją kończę.
Patrzę na nią i widzę naprawdę ładną dziewczynę, której jedyną wadą było noszenie się „na chłopaka”, a zwłaszcza krótkie włosy.
Pozostawiłem jej kwestię bez komentarza (bo zdawkowego „Cóż” nie da się postrzegać w tej kategorii), po czym – skończywszy fajki – wróciliśmy tańczyć.

Spotkaliśmy się jeszcze parę razy w szkole, po czym skończył się rok szkolny. Oznaczało to dla mnie pójście do najlepszej szkoły w okolicy, dla niej zaś do nie tak renomowanej.

* * *

W kilka lat później, gdy byłem w rodzinnym mieście, zdarzył się festyn, zapewne z okazji końca lata. Oczywiście olałbym tę „sposobność”, ale namówili mnie znajomi, z którymi wcześniej grywałem w kapelach różnych. W pewnym momencie jakoś straciłem ochotę na socjalizowanie się, dopiłem więc browca, pożegnałem się i ruszyłem w swoją stronę. Zanim jednak opuściłem tamto miejsce, zostałem zaczepiony.
— Hej, ...!
— O, cześć ...!
— Pójdziemy po browara?
— Czytasz w moich myślach.
Idąc zaczęliśmy rozmowę. Dokładniej rzecz ujmując ona, bo ja nie wiedziałem od czego, skoro nie widzieliśmy się już z pięć lat.
— Co teraz porabiasz? Wróciłeś czy przyjechałeś na jakiś czas?
— Studiuję. W Poznaniu. Znaczy studiowałem, potem tylko zaocznie (i pół roku siedziałem w dużej mierze tutaj), teraz znowu wracam na dzienne. I w sumie za parę dni wyjeżdżam.
— Byłeś tu pół roku? Szkoda, że się nie spotkaliśmy wcześniej.
— Również żałuję. A Ty co porabiasz?
Otworzyła usta, by odpowiedzieć, jednak wtedy puszczono nową piosenkę. Zaledwie do naszych uszu doleciały pierwsze tony, pochwyciła moją rękę i zapytała.
— Zatańczysz?
— Z przyjemnością.
Delikatnie pociągnęła mnie ku płycie, na której tańczyli inni. Po czym objęła mnie, a gdy zaczęliśmy tańczyć tuląc swą głowę do mojej piersi powiedziała cicho kierując słowa ku mojemu uchu.
— Pamiętasz? Przy tym tańczyliśmy też na balu na koniec szkoły. Między innymi. Ale to był nasz pierwszy taniec.
— Oczywiście, że pamiętam, jak mógłbym zapomnieć?
— Zawsze przypominała mi o Tobie. I o tym tańcu.
Przyznam, że nie wiedziałem co powiedzieć, więc zmilczałem i słuchałem tych tak dobrze pamiętanych słów, ona też poddała się tańcowi. Wręcz przywarła do mnie całym swym (filigranowym) ciałem. Tańczymy w milczeniu aż do końca utworu. Po jego zakończeniu czuję, że ma ochotę pozostać w moich ramionach na kolejny kawałek. Poddałem się temu pragnieniu. Po niedługim czasie zaczyna się śmiać i pyta:
— A pamiętasz tamte walentynki?
— Daj spokój, jak mógłbym zapomnieć. Czułem się tak upokorzony, gdy siedziałyście tam wszystkie, każda z moją walentynką w ręką.
— Oj, nie przejmuj się, miałyśmy z tego niezłą zabawę. Gdybyś wtedy nie uciekł, to kto wie, co by było. Bo przynajmniej trzy z nas miały ochotę zacząć z Tobą chodzić. W końcu trzeba być nieźle walniętym, żeby zrobić taki numer.
Informacja zaskoczyła mnie na tyle, że chwilę przetańczyliśmy w milczeniu, po czym – powodowany tkwiącym we mnie od tamtego czasu poczuciem winy – podjąłem temat.
— Wiesz, mnie i tak najbardziej wstyd z powodu tego, co chyba każdej z Was powiedziałem. To była dopiero wtopa.
— Masz na myśli to, że mówiłeś, że siedziałeś w nocy i pisałeś te wierszyki?
— Właśnie. A potem ten widok Was – nie dość, że siedzących razem, to jeszcze z Uśmiechem Numeru. To przede wszystkim dlatego uciekłem. Przepraszam.
— Nie przejmuj się, ja od razu wiedziałam, że to nie Ty pisałeś – za głupi był jak na Ciebie. Ale powiem Ci, że laski nie miały Ci tego za złe. Nawet zaimponował im tak bezczelny numer. Mi też zresztą. Choć nie w Twoim stylu.
— Daj spokój, jeśli do wówczas czasem zdarzało się mi skłamać, to od tego czasu nigdy.
— W ogóle to, dlaczego tak zrobiłeś?
— Dopiero w nocy zdałem sobie sprawę, że jest już 14 lutego, zresztą wtedy to święto dopiero wchodziło do Polski, więc nie trąbili o tym wszem i wobec. A totalnie nie miałem weny.
— Miałam na myśli, że dałeś tyle tych walentynek.
— To była ostatnia klasa, podobało się mi parę panien, chciałem zobaczyć, czy u którejś mam szansę, zanim się rozstaniemy, by ewentualnie to kontynuować. Wiesz, jak wówczas wyglądałem
— Przesadzasz, zawsze dziwiłam się, że tak mądry i ładny chłopak ma tyle kompleksów.
— Daj spokój, byłem gruby!
— No i? Z twarzy byłeś jednym z najładniejszych chłopaków z klasy. A która z lasek podobała Ci się najbardziej?
— .... Od czasu, gdy mieliśmy po 4 góra 5 lat.
— Nie wiedziałam, że znaliście się tak długo.
— Tak. Ale dość już o tym – chyba nie spotkaliśmy się tu, by wspominać inne dziewczyny. Chcę ten czas spędzić z Tobą, dobrze się przy tym bawić i oczywiście, byś Ty również bawiła się świetnie.
Chwilę cieszymy się tańcem i kontaktem naszych ciał milcząc, po czym mówi z pewną nostalgią, choć zabarwioną lekkim rozbawieniem, lecz i radością:
— A w ogóle to pamiętasz swój szpagat? Gdy przechodziłeś ze swojego roweru do naszego? Rozwaliłeś mnie wtedy. Tylko krzyknęłam, że potrzebuję pomocy, a od razu rzuciłeś wszystko i ruszyłeś. I wiem, że zrobiłbyś to dla każdego, ale i tak nikt nigdy nie był dla mnie taki... Takim rycerzem.
— Nie dla wszystkich, tylko dla tych, których lubię.
— Naprawdę mnie lubiłeś? W szkole często tego nie widziałam. Przynajmniej do ostatniej klasy. Wtedy faktycznie zmieniłeś się do mnie.
— Bo byłem głupi. Kumplowałem się ze zbyt cynicznym człowiekiem przekonanym o swojej i co najwyżej mojej też wielkości i to rzutowało na mnie przez większość szóstej i całą siódmą klasę. Przepraszam. Sama wiesz, że w piątej byłem inny.
— Tak, a potem wyjechałeś.
— Naprawdę to pamiętasz? Jak to możliwe? Nie sądziłem, by pamiętał to ktoś poza Witkiem, a czasem wręcz sądzę, że i on zapomniał.
— Bez Ciebie było inaczej. Jak w żałobie. Już nie było grania w karty i odzywek. Ani żartów. Choć po powrocie się zmieniłeś. Nie wiem, czy pod wpływem nowego czy samo mieszkanie w ... Cię zmieniło.
— Jakim cudem znasz miejsce, gdzie byłem? Niewiele o tym wspominałem. I nie wiedziałem, że przy tym byłaś.
— Parę razy mówiłeś.
— Może, ale to przecież było tyle lat temu.
— Nie wiem, czasem czuję, jakby to było wczoraj. Kiedy indziej, że ze sto lat temu.
Zdałem sobie sprawę, że i ja wspominając tamte dni odnosiłem podobne wrażenie. Nie zwróciłem na tę prawidłowość uwagi zapewne dlatego, że unikałem tych (jak i praktycznie wszystkich sprzed studiów) wspomnień.
Moje rozmyślania przerwał głos konferansjera oznajmiający koniec "imprezy". Poczułem dojmujący żal, że oto musimy się rozstać, a gdy spojrzałem jej w oczy ujrzałem podobne odczucie. Gdy podziękowałem za przyjemnie spędzony wieczór, zbliżyła usta do mojego ucha i zapytała:
— Nie masz ochoty spędzić jeszcze trochę czasu ze mną? Bo ja z Tobą tak.
— Oczywiście, że mam. Masz ochotę gdzieś pójść?
— A nie możemy do Ciebie? To przecież parę kroków stąd.
— Pewnie. Sam bym to zaproponował, ale bałem się, że... że pomyślisz sobie coś niewłaściwego i ... że sobie pójdziesz. Znaczy, wiesz – że...
Zauważyła, że się zaplątałem i – jak to mam w zwyczaju – z każdym zdaniem pogrążałbym się bardziej, więc cały czas trzymając jedną ręką moją, położyła palec wskazujący drugiej na moich ustach i – przybliżywszy głowę – wyszeptała:
— Wiem, o co Ci chodzi. Nie przejmuj się tak. Wszystko będzie dobrze.
Po czym odsunąwszy głowę z lekką zadumą, szeptem, jakby do siebie, dodała:
— Przynajmniej tym razem, chociaż dzisiaj.

* * *

Droga minęła szybko, nawet nie wypuściliśmy swych dłoni. Po chwili znaleźliśmy się w moim pokoju. Na magnecie zapuściłem naszą piosenkę, przetańczyliśmy ją w milczeniu, po czym usiedliśmy na łóżku, a ona nagle delikatnie się zaśmiała. Spojrzałem na nią z pytaniem w oczach, a ona pełnym radości głosem powiedziała:
— Pamiętasz, jak wparowałeś do nas, gdy miałyśmy technikę i zażądałeś, byśmy Ci złożyły ofiarę z tego, co gotowałyśmy? Miałeś szczęście, że był alarm i baba od techniki wyszła.
Uśmiechnąłem się do wspomnień, po czym pełnym drwiny głosem zapytałem:
— Szczęście?
Spojrzała na mnie z zastygłym na ustach pytaniem. Po czym – w okamgnieniu – w jej spojrzeniu wyłowiłem niedowierzanie, jednak – po ułamku sekundy – z błyskiem w oku i podziwem w głosie zapytała:
— Ten alarm nie był przypadkiem, nie?
Uśmiechnąłem się, po czym skwitowałem tylko krótkim "cóż". Przez chwilę patrzyła na mnie z podziwem, ale i smutkiem. W końcu powiedziała:
— Zawsze czułam, że gdzieś tam, nie wiem, w środku wciąż jesteś inny niż pokazywałeś. Że jesteś taki, jak dawniej – na luzie. Ale ukryłeś to tak głęboko, że nikt chyba tego nie widział. Szkoda, bo moglibyśmy zrobić tyle szalonych numerów. A zamiast tego kumplowałeś się z Okularnikiem.
W jej głosie wyczułem żal; spojrzałem w jej oczy i ujrzałem czające się w kącikach łzy. Objąłem ją i przycisnąłem do siebie. Jej gorące i pachnące ciało poddało się bez najmniejszego oporu czy zawahania; złożyła głowę na moim barku. Przepełniony wyrzutami (mając w pamięci, jak ją niegdyś traktowałem) gładziłem jej włosy, mówiąc do ucha:
— Przepraszam, byłem taki głupi i ślepy. Nie masz pojęcia jak bardzo tego żałuję. Wybaczysz mi?
Poczułem, że delikatnie skinęła głową. Z mojej piersi wyrwało się mocne westchnienie ulgi, tak głośne, że aż dobiegł mnie jej delikatny radosny chichot – taki, gdy usłyszy się, że sprawiło się komuś olbrzymią przyjemność.
— Dziękuję. Tak bardzo się cieszę, że Cię spotkałem. I jeszcze bardziej, że mogę spędzać z Tobą ten cudowny wieczór.
Może się to wydawać dziwne, ale to właśnie czułem. Ona też chyba wiedziała, że mówię prawdę, bo przylgnęła do mnie i delikatnie ujęła swymi drobnymi dłońmi moją twarz, po czym zbliżyła swoją i złożyła na moich wargach pocałunek.
— Ja też.
Pocałunek odwzajemniłem...

* * *

W trakcie wieczoru czy raczej nocy musiał mnie zmorzyć sen. Obudziły mnie odgłosy poruszania się po moim pokoju. Otwarłem oczy i ujrzałem ją gotową do wyjścia. Gdy zorientowała się, że już nie śpię, powiedziała:
— Nie chciałam Cię budzić, ale skoro już nie śpisz, chciałabym jeszcze raz Cię pocałować.
Oczywiście pozwoliłem jej spełnić swe życzenie.
— Dziękuję. Za wszystko zresztą.
— Cała przyjemność po mojej stronie.
— Oj, nie cała, możesz być pewien, że nie cała. Od lat marzyłam o jeszcze jednym spotkaniu z Tobą. Było zajebistsze, niż sobie wyobrażałam. Dziękuję. I powodzenia w Poznaniu. A teraz, skoro już wstałeś, wypuścisz mnie?
Odprowadziłem ją do drzwi.
— Wiesz, jeśli...
Ponownie położyła palec na mych ustach, drugą ręką poszukała mojej i uścisnęła ją.
— Wiem. Ale nie mów nic, proszę. Tak będzie lepiej. Dziękuję Ci. I żegnaj.
To mówiąc jeszcze raz zbliżyła wargi do moich, a potem uśmiechając się lekko zbiegła, wręcz sfrunęła ze schodów. W furtce odwróciła się i pomachała mi, a następnie poszła dalej, by po chwili zniknąć mi z oczu.

* * *

Traf chciał, że parę chwil po definitywnym zakończeniu ostatniego związku, mój Winamp na playliście natrafił na tak dobrze znany kawałek. Chłonąłem każde słowo przypominając sobie tamte chwile sprzed już tylu lat. Aż się wzdrygnąłem, gdy usłyszałem to brzmiące, jak wtrącone Nie dla Ciebie – jakbym usłyszał to po raz pierwszy, choć te słowa jeszcze do mnie nie dotarły. Dopiero po chwili pomyślałem, że to dziwna ironia, bo tekst mógłby się odnosić do relacji z kilkoma innymi dziewczętami w moim życiu, ale do tamtej akurat nie bardzo. Mimo to ta piosenka zawsze będzie mi ją przypominać.
Jej samej nigdy już nie spotkałem, nigdy więcej też o niej nie słyszałem. I to pomimo moich mniej lub bardziej delikatnych podpytywań tu i ówdzie – jakby zapadła się pod ziemię. W sumie to skłonny jestem przyznać jej rację – może to i lepiej.

Wiesz, chciałbym tylko raz jeszcze móc zobaczyć Twój uśmiech i podziękować Ci – wyrazić swoją wdzięczność, choć jestem pewien, że byłaś (a jeśli wciąż to pamiętasz – że jesteś) jej świadoma. Dziękuję i mam nadzieję, że jesteś szczęśliwa.
04-05.2014