OmnipotentiaS MorganuS

 

Impressio cum Angelo (La cierva dorada)

III

W lipcu opuściłem Poznań, z planem wrócenia tam ponownie w październiku. Długie, ciężkie trzy miesiące do przetrzymania. Tymczasem para spodni zszyta z żywotów mojej Ukochanej i mojego zaczęła się coraz szybciej pruć. Znowu rozstanie – pierwsze, planowane, terminowe; drugie, nieplanowane, wynikłe z fiaska planów, bezterminowe. Oczekiwanie i oczekiwania. Wzrastająca pewność, że to nie moja Ukochana jest nią w istocie, że to ktoś inny odwiedza mnie każdej nocy.
I nagle przeszywający ból wraz z otrzymaną od Niej kartką z wakacji – gdy z pełną wyrazistością pojawiło się Zrozumienie. Milczenie, bo była tam z nim. Pustka i poczucie braku celu. Rozpacz i pocieszenie. Pozostałe dwa miesiące zostały wypełnione imprezami, koncertami itd. Robieniem wszystkiego, by choć na parę chwil utracić świadomość, by zatracić się – w zimno-spragnionych szyjkach butelek, gorąco-zadymionych rurkach lufek, rozpalono-pożądliwych objęciach panien.
Do Poznania przybyłem z rozpaczą sięgającą nadiru – czując się tak źle, jak nigdy wcześniej. Ze zdecydowaniem i co ważniejsze dokładnym planem skończenia ze swoim nic niewartym życiem. Trzeba mi było tylko przetrwać październik – doczekać, aż pojawi się miejsce, gdzie mógłbym w spokoju tego dokonać. Wypełniałem go tym, co lubię – będąc w takim stanie – najbardziej i chyba też potrafię najlepiej, czyli ciągłymi imprezami.
Zatracanie się przerwał otrzymany od Niej list – niezbyt długi, a przecież poświęciłem godziny na analizowanie każdego zdania i każdego słowa z osobna. Opisywała (a raczej nakreśliła) mi co u Niej – życie pomiędzy uczelnią a bibliotekami oraz akademik, w którym (jak wyczułem z Jej słów) czuła się wyobcowana, całość doprawiona Berlinem, który (czego jednak nie napisała wprost) raczej Ją rozczarował. Do tego prośba, bym napisał, co u mnie, a także zapytanie, czy nie miałbym ochoty się spotkać, gdy przyjedzie na pierwszego listopada. Tyle w zasadzie było w tym liście, czego zaś w nim nie było, to najmniejszego śladu Jej partnera, czy chociażby tęsknoty za nim. Oczywiście nie pozwoliłem sobie na żaden cień nadziei, przynajmniej nie świadomie.
Była połowa października, a ja zdecydowałem się Jej odpisać; napisałem z 30 wersji. W końcu opisałem swój stan, a także to, że moja Ukochana, choć ciągle w moim życiu jest, to przestała być obiektem moich uczuć – także i w Niej wygasł żar, który obdzielał miłością nas oboje. Nie widziałem w Niej już determinacji by za wszelką cenę być razem. Wręcz przeciwnie – zapowiadało się, że cena rozstania będzie relatywnie niska. Tego naturalnie nie napisałem. Napisałem za to o tych wszystkich zdradach, o tym, że nieco nam się życie skomplikowało, bo Ona znalazła pracę dość daleko stąd i tam zamieszkała, że lada dzień oddadzą Jej mieszkanie, w którym będę mieszkać bez Niej itd. Oczywiście musiało upłynąć jeszcze parę dni, bym w końcu wysłał Jej ten list.

* * *

Gdy tylko do Niej doszedł – a było to 25 X – zadzwoniła i powiedziała, że jutro po południu będzie.
Zgodnie z obietnicą przyjechała – udała się do mnie prosto z dworca. Widziałem olbrzymią radość w Jej oczach, gdy mnie zobaczyła, w tym momencie poczułem się uleczony. Wiedziałem, że właśnie tego mi było trzeba i nawet jeśli Jej serce bije dla kogoś innego, to sam Jej widok stanowił najcudowniejszą rzecz, jaką widziałem od miesięcy. Podczas przywitania mocno mnie przytuliła, z wielką, dającą się wyczuć, ulgą.
— Tak się cieszę, że Cię widzę. Bardzo się o Ciebie martwiłam. Twój list naprawdę mnie przeraził – bałam się, że może coś sobie zrobiłeś albo zrobisz.
— Dziękuję, że przyjechałaś. Wybacz mi, że Cię wystraszyłem. To po mojej stronie jest cała przyjemność i radość, jaką daje możliwość ujrzenia – Ciebie. Choć widzę, że i dla Ciebie ten czas nie był łaskawy – widzę wyraźnie trawiący Cię smutek i to, że nurtuje Cię wiele spraw. Mam nadzieję, że nie jestem przyczyną niczego spośród nich. Przykro mi, bo nie znam osoby bardziej zasługującej wyłącznie na szczęście.
— Przepraszam Cię, ale mieliśmy rozmawiać o Tobie. To nie ja toczę swoje życie ku przepaści. To nie ja – jak wyczułam z Twoich słów – planuję popełnić tak niewyobrażalną zbrodnię, jaką jest zabicie własnej osoby, więc, proszę, nie zmieniaj tematu. Czytałam Twój list i wiele rzeczy jest dla mnie niejasnych, przypuszczam, że nie chciałeś wszystkiego powierzać kartce papieru. Przyznam, że oprócz Twojego zamiaru przeraziło mnie Twoje postępowanie. Nie mogę uwierzyć, że Ją w ogóle zdradziłeś – przecież pamiętam, jak Nią oddychałeś, Ona też poza Tobą świata nie widziała – co się z Wami stało? Naprawdę nie masz szans tego poskładać? Ona naprawdę potrzebuje Cię teraz jak nigdy wcześniej – byś był dla Niej oparciem, by wiedziała, że ma dla kogo żyć.
— Już za późno. Wiesz, spotkaliśmy się w weekend, bo oddawali Jej mieszkanie. W drodze powiedziałem Jej o tych zdradach. Wiem, że zachowałem się jak skończony idiota, zrozumiałem to widząc Jej łzy, gdy prosiła mnie bym już nic nie mówił, że Ona nie chce o tym wiedzieć, że rozumie, iż czułem się zaniedbany, że wie, iż prawda jest dla mnie najważniejsza, ale dla Niej nie i dlatego prosi, żebym już o tym nie mówił. Daliśmy sobie tydzień na przemyślenie wszystkiego, a tymczasem w niedzielę tam się wprowadzam i będę zajmował się organizowaniem wszystkiego – montażem mebli itd.
— Wiesz, że za jednym zamachem zniszczyłeś drugą najszczęśliwszą – po rozpoczęciu związku z Tobą – chwilę w Jej życiu oraz zrujnowałeś Jej marzenia? Naprawdę potrafisz być tak okrutny? Zaczynam się Ciebie bać, choć to, co do Ciebie czuję, już nigdy się we mnie nie zmieni. I dlatego wiem, że w Niej tym bardziej nie, nawet po tym co Jej zrobiłeś. Naprawdę powinieneś spróbować to uratować. Bo warto, to cudowna dziewczyna, i chyba sam widzisz, ile dała Ci Jej miłość – to dzięki Niej osiągnąłeś to wszystko, w Niej zawsze znajdziesz oparcie. Ale w tej chwili to Ona go potrzebuje – od Ciebie.
— Problem w tym, że ja już nic do Niej nie czuję. Wiem, że jestem potworem i niewdzięcznikiem, ale już od pewnego czasu się męczę i każdego dnia myślę o tej, którą kocham naprawdę.
— Masz na myśli tamtą dziewczynę? Popełniasz wielki błąd, bo to nie ona jest tą, która poświęciłaby dla Ciebie wszystko.
— A Ona poświęciła? Wyjechała tak daleko stąd, żeby pracować, mimo iż były perspektywy, by została na uczelni. Stwierdziła jednak, że nie chce robić doktoratu, bo Ją to nie interesuje. Wyobrażasz to sobie? A teraz? Będziemy widywać się co drugi weekend i może jeszcze czasem w jakieś ferie. Zresztą, to bez znaczenia, bo nic już do Niej nie czuję – nie wytrzymałbym z tęsknoty tak na dłuższą metę, więc robiłem to wszystko, żeby przestać czuć i żeby mnie rzuciła. Aha, i nie chodzi o tamtą dziewczynę. A Ty poświęciłabyś wszystko dla osoby, którą kochasz?
— Wiesz, że go nie kocham. I nigdy nie kochałam. Zamierzam spotkać się z nim jutro i zakomunikować mu, że to koniec. I tak za długo próbowałam. I tylko dlatego, że chciałeś, bym spróbowała – nie robię Ci wyrzutów, tylko podaję przyczynę.
— Wybacz, ale nie pytałem, czy zrobiłabyś to dla niego, tylko dla osoby, którą naprawdę kochasz.
— Myślę, że tak. Tylko w przypadku, gdy kazałby mi się wyrzec mojej wiary – musiałabym odmówić, ale to przecież nie ma nic do rzeczy, bo moja wiara nie wymaga od Niego żadnych wyrzeczeń. Sam wiesz, że nigdy nie próbowałam Cię nawracać czy chociażby rozmawiać z Tobą o religii, bo znam Twoje zdanie i je szanuję, mimo że nie podzielam. Możesz mi powiedzieć, o kim w takim razie tak często myślisz?
— Nie wiesz tego? O Tobie oczywiście. Jesteś najwspanialszą dziewczyną, jaką poznałem w całym moim życiu i każdego dnia marzę, by móc cofnąć czas. Każdego dnia, od Jej powrotu, gdy spotykałem Cię tylko przypadkiem i na moment, cierpiałem. Potem jeszcze ta wyprowadzka – nie masz pojęcia, jak bardzo tęskniłem. I jeszcze ta kartka, którą mi wysłałaś – wywołała we mnie uczucia przeciwne do zamierzonych przez Ciebie, bo zamiast radości i uśmiechu słońca, przyniosła rozpacz, pojechałaś tam z nim i sądziłem, że udało Ci się jednak znaleźć szczęście w tym związku. Paradoksalnie cieszyłem się, bo zawsze życzyłem Ci jak najlepiej i zawsze będę, niezależnie od tego, jak potoczą się nasze życia. Bo jesteś chodzącą dobrocią i tylko boję się, że Cię skrzywdzę – dlatego nigdy wcześniej nie uczyniłem niczego w kierunku, by móc być z Tobą, chociaż od jej drugiego powrotu wiedziałem na pewno, że to Ty jesteś personifikacją moich snów. Choć w sumie zawsze to wiedziałem, ale nie wyobrażałem sobie tego, że mógłbym okazać się aż takim potworem, który związałby się z kimś innym w czasie, gdy Ona tam usycha z tęsknoty. Abstrahując od tego, że Ty i tak byś się na to nie zgodziła, choćbyś miała umrzeć z miłości do mnie – bo jak zawsze poświęcisz siebie i swoje szczęście, by uszczęśliwić innych. A ja naprawdę się lękam, że mógłbym Cię skrzywdzić, ale teraz kiedy już wiem, że nie jesteś szczęśliwa, odważę się i powiem to, co powinienem Ci mówić każdego dnia.
To mówiąc klęknąłem przed Nią na oba kolana i ująłem Jej delikatną rączkę w swoją dłoń i powiedziałem:
— Kocham Cię nad moje życie i nad wszystko inne. I przysięgam, że będę kochać Cię zawsze. Mówię to z największą powagą, a wiesz, że nigdy nie rzucam słów na wiatr.
Przybliżyła się, objęła moją głowę i przycisnęła do siebie, a potem uklękła naprzeciw mnie. Jej miękki głos drżał, Jej gładkie policzki płonęły żywym ogniem, z Jej ślicznych oczu płynęły łzy.
— To Ty nie masz pojęcia, jak ja tęskniłam za Tobą. Bo ja pokochałam Cię od pierwszego momentu – gdy tylko zobaczyłam Cię w drzwiach w ręczniku. Marzyłam o Tobie w snach, bo ich kontrolować nie mogłam, a w dzień walczyłam z sobą, bo przecież miałeś swoją Miłość, a przynajmniej tak sądziłam, dopiero on uświadomił mnie, że jest (a przynajmniej był) ktoś, kogo kochałeś bardziej. Naprawdę nie mogłam w to uwierzyć, nie wiedziałam, co o tym sądzić. Czy to możliwe, że tak naprawdę nigdy Jej nie kochałeś i tylko udawałeś uczucie, czy tylko w pewnym momencie coś się stało i dawne uczucie wróciło zwielokrotnione, oraz jak to się ma do Twoich relacji ze mną. Ale to było już później, gdy mieszkałam z nim. Gdy Ty się wyprowadziłeś, było mi jeszcze trudniej, bo nawet nie mogłam Cię już oglądać, ani z Tobą rozmawiać, a przecież tak bardzo tego pragnęłam. Pocieszałam się jedynie myślą, że jesteś szczęśliwy. Dopiero potem zaczęło do mnie docierać, że nie jesteś – stopniowo, najpierw, kiedy spotkałam Cię w sklepie i nie widziałam w Tobie już tego zakochanego człowieka, potem, gdy od niego dowiedziałam się o tamtej, a teraz ten list i to, co powiedziałeś mi dzisiaj. Ja również kocham Cię bezgranicznie. I nie mogę uwierzyć, że właśnie spełnia się największe marzenie mojego życia. Bo mojego życia jesteś miłością. Jestem taka szczęśliwa, że aż brak mi słów...
Rozpłakała się – jednak doskonale widać było, że ze szczęścia, bowiem nigdy nie widziałem Jej tak promiennej jak wówczas – nigdy też, ani wcześniej, ani później, nie widziałem nikogo tak szczęśliwego. Przytuliła się do mnie, choć stwierdzenie przylgnęła całą sobą byłoby bardziej adekwatne. Objąłem Ją i zacząłem całować Jej łabędzią, smukłą szyję. Czułem, że tego pragnie, jednak momentalnie odsunęła się.
— Wybacz mi, niczego innego nie pragnę, niż stopić się w Twoich objęciach w jedność z Tobą, ale oboje jeszcze jesteśmy w związkach. Ani Ona – mimo tego, co czyniłeś wcześniej – ja nie chcę mieć z tym nic wspólnego – ani on na to nie zasłużyli. Zresztą nawet gdyby, to i tak byłoby to nieuczciwe. Ja nie mogę na to pozwolić, bo nigdy bym sobie tego nie wybaczyła. Mam nadzieję, że rozumiesz i nie jesteś zły. Jutro spotkam się z nim i zakończę swój związek. Ty tymczasem, jeśli mogę Cię o to prosić, postaraj się wynagrodzić Jej zło, które uczyniłeś i bądź dla Niej oparciem, zrób wszystko, co w Twojej mocy, by odkupić swoje przewiny. Może nawet uda się Ci uratować ten związek. A nawet gdyby nie, to daj Jej to wsparcie teraz, bo niczego tak nie potrzebuje. A kiedy zakończę moje stypendium w styczniu, spotkamy się i zobaczymy, czy w dalszym ciągu czujemy to samo. O te trzy miesiące Cię proszę, zrób to dla mnie i przede wszystkim dla Niej. Oczywiście, jeśli będziesz czuł się źle, pisz – przyjadę natychmiast.
— Daj spokój, nie jestem tego wart.
— Ależ jesteś. Będę zachwycona mogąc Ci pomóc – w czymkolwiek.
— Przetrzymam te trzy miesiące – teraz, kiedy wiem, że spełniam swoje największe marzenie, ten czas przetrwam z radością. Zrobiłbym dla Ciebie wszystko – a to, o co prosisz, to naprawdę niewiele. I rozumiem Cię. Ja... ja sam mam olbrzymie wyrzuty sumienia i nie sądzę, bym kiedykolwiek się ich wyzbył. Zwłaszcza gdy zobaczyłem Jej pełne bólu oczy, gdy patrzyła w moje. Gdyby mnie przeklęła albo uderzyła – tym bardziej, że nastawiłem policzek i poprosiłem Ją o to – byłoby mi lżej. Jednak naprawdę chciałem ze sobą skończyć – planowałem to uczynić w pierwszą noc po wprowadzeniu, podciąć sobie żyły w wannie – i chciałem, by nie cierpiała potem tak bardzo, by mnie znienawidziła, by było łatwiej Jej żyć. Może brzmi to jak marne tłumaczenie się, ale tak naiwnie sobie to wyobrażałem. A co do tamtej chwili (gdy Jej to oznajmiłem), to była to niestety pierwsza, kiedy się widzieliśmy – od momentu, gdy wyprowadziłem się z Poznania na początku lipca. A nie potrafiłem Jej tego zakomunikować przez telefon, bo i jak? Bardzo tego żałuję, ale często mam problemy z tzw. wyczuciem taktu.
W miarę, jak to mówiłem uczucia na Jej twarzy zmieniały się – od szczęścia, poprzez przerażenie, po rozpacz. Kiedy wyjaśniłem Jej motywy, przytuliła mnie i pocałowała w policzek, a gdy skończyłem wyszeptała:
— Dziękuję, że mi to powiedziałeś. Jesteś dokładnie taki, jakiego Cię pamiętałam i jakiego pokochałam. Wiedziałam, że musi w tym być jakieś drugie dno. Teraz widzę, że chciałeś wybrać mniejsze zło. Tak bardzo Cię kocham i sama już nie mogę się doczekać.
— Wybaczysz mi, jeśli coś zaproponuję?
— Oczywiście. Może nie powinnam się zgadzać, ale wiem, że nie zaproponowałbyś czegoś złego.
— Uczynisz mi zaszczyt i spędzisz tę noc ze mną – tak, jak za dawnych czasów?
— Teraz, kiedy aż – wybacz mi – drżę z podniecenia, trochę się obawiam, bo bardzo Cię pragnę i Twoja bliskość pewnie jeszcze bardziej mnie pobudzi. Ale sama o tym marzę.
Spędziliśmy tę noc wtuleni w siebie, mając przedsmak, jak doskonale będziemy się czuć razem, nawet tylko leżąc i nie robiąc nic innego. Było cudownie.
Rano zjedliśmy śniadanie, a następnie podziękowała, spakowała się i pojechała do domu.